Tag Archives: wycieczka

32. Rozpasanie

Przeczytałam ostatnie wpisy i lekko zdębiałam. Jaka ja byłam dzielna z tymi głodówkami i  dietą. Zapomniałam już  o tym.

Dużo się zmieniło. Kupuje sobie łakocie, słodycze, wino, piwo, pijam pyszną kawę (nawet kawiarkę nabyłam), dogadzam sobie i sporo utyłam. Nie potrafię zrzucić nadmiarów, a ze 4 kilogramy by się przydało. Najgorsze, że zeszłoroczne letnie spodnie na mnie nie wchodzą, bo te 4 kilogramy ułożyły się tylko w kilku newralgicznych punktach. Pracuję nad tym niestrudzenie i nieskutecznie.

Bardzo dużo chodzę. Dawno przestałam biegać na siłownię, bo narobiłam sobie kontuzji. Bardzo łatwo narobić sobie kontuzji, bo wszyscy instruktorzy nie widzieli we mnie starszej pani i dawali mi takie zestawy, że po nich sobie załatwiłam barki. Ćwiczę teraz w domu prawie codziennie przynajmniej 30 min, a często ponad godzinę. Najpierw rozgrzewka 30  min, potem to czego mnie nauczył mój kochany pan doktor rehabilitant kolejne 30 min, potem joga – to co mogę, a na końcu relaks. W zimie męczę orbitreka. Nie ćwiczę tylko, kiedy jest jakiś koniec świata np pociąg o 7 rano.

Jestem na emeryturze, od kilku tygodni mam pod opieką niedużego niewidomego pieska ze schroniska. Przeprowadziłam się na obrzeża miasta i chadzam codziennie do lasu. Jest dobrze, żyję z moją resztką mięciutkich nieinwazyjnych guzków. Buty – rzecz jasna – sportowe z amortyzacją, inne powodują lekki ból.

Jestem szczęśliwa.

Foto ze smartfona.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

29. Relacja z bieżących wydarzeń

  1. Co drugi dzień rano dwugodzinny trening na siłowni
  2. Zdarza mi się spędzić na spacerze godzinę w kaloszach (już mogę bez przykrych konsekwencji), wystąpić w balerinkach na płaskim obcasie, iść pieszo kilkanaście kilometrów, tańczyć w podskokach. Bywa, że stopy są zmęczone ale nei bolą.
  3. Codziennie po obudzeniu się ćwiczenia oddechowe, a potem stosowne wizualizacje
  4. Był plan co by w weekendy realizować jedno-dobowe głodówki; niestety, nie lubię ich, ale kiedyś może się zdecyduję, teraz chcę od nich odpocząć. Nie lubię.
  5. Dieta wegańska, nisko-tłuszczowa, z unikaniem przetworzonych przemysłowo produktów, na tyle na ile jestem w stanie odgrodzić się mentalnie od wina, słodyczy, pysznego awokado i smacznych tłustych posiłków. Udane życie to również smaczne życie. Pomaga mi dietetyczka, co jakiś czas się konsultuję.
  6. Systematycznie robię podstawowe, i nie tylko, badania.
  7. Unikam podłych toksycznych ludzi… och, unikam ich na wszystkie sposoby, ostatecznie udaję niemotę w nadziei, że mnie ominą albo otwieram oczy w szerokim zdumieniu i nic nie rozumiem. Jeśli się czegoś nie rozumie, często bywa mniej upierdliwe, albowiem widzimy tylko to co chcemy zobaczyć.
  8. Podjęłam pracę.
  9. Jadę niedługo do Barcelony na urodziny, a potem jeszcze gdzieś, żyję normalnie!
  10. Jeśli choroba wróci z podobnym natężeniem, co kiedyś, wtedy się będę martwiła. teraz się cieszę, że żyję.

Malutkie resztki guzów nie rosną i nic nie boli. Żyje się. Jest dobrze. Nie zapomniałam nauczki. Wiem, że to może wrócić, ale też wiem, że sobie z tym poradzę.

Tędy szłam 12 kilometrów

Tędy szłam 12 kilometrów

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

26. Jest dobrze

Wczoraj uskuteczniłam 15 kilometrowy marsz z ptasiarzami. Pod koniec starszaki wymiękły i zostały w tyle, a reszta pomknęła na przystanek mocnym marszem. Zaliczyłam jeszcze Loving Hut i sajgonki wegańskie z jedną koleżanką z wycieczki, która okazała się być wegetarianką. Ponieważ sajgonki wlały we mnie nową energię, pobiegałam jeszcze po sklepach szukając gorczycy do namoczenia nóg,  Miała być handlowa niedziela, a cały bazar mi zamknęli. Spać poszłam przed 23, bo jeszcze siedziałam w necie, robiłam jakieś robótki ręczne, rozmawiałam przez telefon i ogólnie spędzałam czas aktywnie. Mam kondycję lepszą niż 20 lat temu i to są efekty codziennych prawie godzinnych ćwiczeń. Chyba się teraz bardzo szybko regeneruję, szybciej niż kiedyś. Jestem z siebie dumna, bardzo dumna i szczęśliwa. Do to stópek – jest dobrze, nic nie boli, nic nie rośnie, może lekuchno obrzmiały te resztki guzków, które tam zostały. Czuję się fantastycznie. Pomyśleć, że kiedyś myślałam, że nigdy nie będę chodzić. Post ten dedykuję wszystkim posiadaczom włókniaków na rozcięgnach stóp przestraszonym wynikami badań i będących z poczuciu bezsiły i rezygnacji. Oczywiście egzystuję cały czas w miękkich butkach z dobrą amortyzacją. Foto z wycieczki DSC_0761-001A to ptaszyna, która mnie zauroczyła (zdjęcie pożyczone z sieci). Po raz pierwszy ich tyle widziałam, strzępiły się niewyraźnie wysoko w sosnach, widoczne w zasadzie tylko przez lornetkę. Za to można było je usłyszeć.

Raniuszek. Puszysty kłębuszek, wacik z długachnym ogonkiem. Zimują u nas. Trudne do przyuważenia, jeśli się nie zna ich obyczajów, są wysoko i poruszają się szybko.

Raniuszek. Puszysty kłębuszek, wacik z długachnym ogonkiem. Zimują u nas. Trudne do przyuważenia, jeśli się nie zna ich obyczajów, są wysoko i poruszają się szybko.

A tak śpiewają

2 Komentarze

Filed under Uncategorized

15. Pierwsza wycieczka

Kilka godzin na własnych kopytach. Pierwszy raz od prawie półtora roku. Trudno opisać jaka jestem szczęśliwa.

Oto dokumentacja 🙂 :

DSC01844

DSC01853

DSC01851

DSC01847

DSC01860

2 Komentarze

Filed under Uncategorized