Tag Archives: wizualizacja

28. Nóżki działają

Tak. Działają.

Kiedyś miałam wizję, że będę zdrowa, kiedy będę spacerować boso po rozgrzanym piasku na plaży. Spacerowałam… a nawet pląsałam.. tydzień temu w upalną niedzielę.

koziagorka02Przedwczoraj klimaty około-wiślane, rozrywkowy rajd po plaży i do praskiego klubu na koncert z tańcami. Też na bosaka (chwilami).

plażingWczoraj było kolorowo i letnio – kolejne 6 godzin na nogach.

DSC_0076Dzisiaj idąc do sklepu testowo nie założyłam wygodnych butków z amortyzacją i do biegania. Po raz pierwszy od maja 2012 poszłam sobie po drobne zakupy w takich oto butkach z cienką podeszwą i czując podłoże, bez specjalnej ochrony. To nie są klapki, to są sandały z miękkiego tworzywa (oryginalne Crocs’y). Nic nie boli, NIC NIE BOLI! NIC NIE BOLI! 

nóżkiNie boli. Co prawda niejeden guziczek malutki sobie drzemie pod podeszwą na rozcięgnach, ale nie przeszkadzają, nie czuję ich. Nie chce mi się robić głodówek. Odrastają mi cudownie włosy, stopy nie bolą, życie jest piękne i płynie tylko do przodu. Codziennie ćwiczę prawie godzinę, praktykuję spowolnione oddechy, medytuję wizualizację związaną z procesem zdrowienia, jestem na specjalnej diecie (co by trzymać wagę i nie generować stanów zapalnych) , robię systematycznie badania – nie tylko podstawowe, jeśli czegoś brak – suplementuję i korzystam z pomocy dietetyczki, trzymam wagę i otaczam się pogodnymi ludźmi.

Wszystkiego dobrego.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

20. Oddech – najlepszy antydepresant

Podstawowa rzecz, o jakiej zapominamy w tym zwariowanym oszalałym świecie – oddech. Warto sobie go przypomnieć. Kiedy sobie spokojnie pooddychamy – pojawia się spokój umysłu, ukojenie, jasność i porządek. Więc oddychajmy, zwłaszcza przed wizualizacją albo po ćwiczeniach czy innym wysiłku, po prostu dla relaksu. Na początek najlepszy rytm  to podobno 6 na  minutę, ale się nie upieram. Może warto poszukać swojego. Znajomy psycholog zajmujący się nieco tematem tak zasugerował. Stosuję. Podobno działa równie dobrze, jak środki chemiczne które przepisuje się nerwusom. Polecam 2 razy dziennie przynajmniej. Proszę przetestować, po prawej można ustawić czas, sugeruję zacząć od krótszych dawek, żeby się powoli przyzwyczajać. Link jest tu:

http://doasone.com/BreathingRooms.aspx?RoomID=10

Zasady:

  1. Można siedzieć, ale lepiej położyć się wygodnie, nogi lekko w górze, ma być komfortowo i dobrze.
  2. Oczy najlepiej zamknąć.
  3. Oddychamy TYLKO nosem.
  4. Nie przejmować się, jeśli – na początku zwłaszcza – nie łapie się rytmu z głośnika, to przyjdzie z czasem. Na ogól w życiu oddychamy szybciej (10-14 oddechów na minutę) i trudno to nagle zmienić, nic na siłę. U mnie trwa dobrą chwilę, zanim oddech się uspokoi i zrówna z rytmem sugerowanym przez internetowego oddychacza. Czasem przysypiam i gubię go. Nie ma problemu, to nie wojsko, najważniejsze jest uczucie komfortu.
  5. Oddychamy pracując przeponą (brzuchem), klatką piersiową i szczytami płuc, po kolei, dobrze jest jeśli wszystko części naszego ciała po kolei biorą udział w jednym oddechu. Więc wciągając powietrze wyobrażamy sobie jak pompujemy je najpierw do dolnej części ciała, potem w okolice środka klatki piersiowej i do szczytów płuc, wydech w odwrotnej kolejności – mamy wtedy gwarancję, że w oddychaniu bierze udział to co powinno, nie oddychamy tylko brzusznie (częste u mężczyzn) albo tylko szczytami płuc (częste u kobiet). Czasem nie chce nam się oddychać i pojawiają się chwile bezdechu – oznacza to, że nie potrzebujemy aż tyle powietrza i wystarczy nauczyć się oddychać nieco płyciej, żeby się nie przetlenić
  6. Naprawdę nie jest konieczna wiara w cuda, czy bycie zaawansowanym w praktyce joginem. Wystarczy sobie po ćwiczeniach czy jakimś wysiłku, albo po wstaniu pooddychać codziennie 2-3 razy jakąś  wybraną porcję, tyle ile możemy.

Chciałabym bardzo zachęcić do tych ćwiczeń, nie wiem jak. Chciałabym spektakularnie zrobić pstryk palcami i żeby wszyscy czytający od momentu przeczytania codziennie min dwa razy pooddychali, niekoniecznie od razu pół godziny, czy 15 minut, nawet tylko 5 na początek. Bardzo bym chciała, bo życzę wszystkim, żeby się tak dobrze czuli jak ja teraz.
Może powiem o sobie – po dwóch tygodniach od momentu rozpoczęcia tej praktyki czuję się tak, jakby w powietrzu rozpylony był gaz rozweselający. Od momentu obudzenia się do wieczora. Sytuacje stresujące szybciej płowieją w moich myślach. Chce mi się tańczyć, uśmiechać, śpiewać, podskakiwać. Chce mi się chcieć i o to chodzi 😀

BARDZO POLECAM: SPRÓBUJCIE W RAMACH SWOJEGO LECZENIA!

Trochę cudzych mądrości. Kompletnie przypadkiem wczoraj wpadła mi w ręce książka. Chociaż myślę, że nic nie dzieje się przypadkiem.  Alexander Lowen tlumaczy jak ważne jest żyć pełną piersią 🙂 :
„Człowiek oddzielony od ciała nie myśli już jego kategoriami. Ignoruje prostą zasadę, że życie wymaga oddychania i im pełniej się oddycha, tym pełniej się żyje. Od czasu do czasu może sobie uświadamiać, że coś mu utrudnia oddychanie, a niekiedy, zwłaszcza w stresie, może się przyłapać na tym, że sam wstrzymuje oddech, ale nie poświęca temu uwagi. W miarę starzenia się dokonuje jednak smutnego odkrycia: ta funkcja, jak i inne funkcje ciała, degraduje się, jeśli nie jest wykonywana prawidłowo. Gdy oddychanie staje się trudne, dałby wszystko za to, żeby móc oddychać pełną piersią. Wie teraz, że oddychanie jest kwestią życia i śmierci albo – by ująć to pozytywnie – życie jest kwestią oddychania.
Kolejna prosta prawda, która powinna być oczywista sama przez się, to fakt, że osobowość jednostki ludzkiej wyraża się przez ciało w równym stopniu co przez umysł. Człowieka nie można podzielić na umysł i ciało. Pomimo to wszystkie badania nad osobowością koncentrują się na umyśle lekceważąc ciało. A przecież tyle ono nam mówi o swoim właścicielu. Sylwetka, wyraz oczu, ton głosu, ruchy szczęki, położenie ramion, swoboda ruchów i spontaniczność gestykulacji informują nas nie tylko o tym, kim dana osoba jest, lecz także, czy cieszy się życiem, czy też jest przygnębiona lub czuje się niezręcznie. Możemy zamykać oczy na te przejawy jej osobowości, podobnie jak ona może sama zamykać swój umysł przed świadomością ciała, ale ci, którzy tak czynią, budują sobie obraz niemający związku z rzeczywistością. Prawda ciała może być bolesna, ale negowanie tego bólu zamyka drzwi do możliwych przyjemności.(…)
Odczuwanie zależy od oddychania i ruchu. Organizm doznaje czegokolwiek pod warunkiem, że ciało się porusza. Jeśli na przykład przez dłuższy czas nie ruszamy ręką, to drętwieje i nic w niej nie czujemy. Aby przywrócić fizyczne doznania, musimy przywrócić jakiś ruch. Słabe oddychanie ogranicza ruchomość ciała. Dlatego wstrzymywanie oddechu jest najskuteczniejszym środkiem odcinania się od doznań. Ta zasada działa również w przeciwnym kierunku. Podobnie jak silne emocje stymulują głębsze oddychanie, tak i głęboki oddech może wzbudzić silne emocje.
Śmierć oznacza wstrzymanie oddychania, zaprzestanie ruchu i utratę wszelkich doznań. Żyć pełnią życia to znaczy oddychać głęboko, poruszać się swobodnie i doznawać wszelkich odczuć. Nie można ignorować tej prawdy, jeśli cenimy sobie radość życia.

Jak oddychać głębiej.

Większość lekarzy i terapeutów lekceważy znaczenie prawidłowego oddychania dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Wiemy, że oddychanie jest niezbędne do życia, że tlen dostarcza organizmowi energii koniecznej do poruszania się, ale nie zdajemy sobie sprawy, że niewłaściwe oddychanie obniża żywotność organizmu. Powszechnych skarg na zmęczenie i wyczerpanie z reguły nie wiążemy ze słabym oddychaniem. A przecież przygnębienie i poczucie zmęczenia są bezpośrednim skutkiem kiepskiego oddychania. Przy niedoborze tlenu następuje spowolnienie procesów metabolicznych, podobnie jak ogień przygasa przy kiepskiej wentylacji. Ktoś, kto źle oddycha, nie tryska energią, lecz jest zobojętniały, zniechęcony i osłabiony. Brak mu wewnętrznego żaru i siły. Brak tlenu ma również bezpośredni wpływ na krwiobieg. Przy chronicznie słabym oddechu arterie tracą drożność i spada liczba czerwonych ciałek krwi.

W eksperymencie, którego wyniki opublikowano  w piśmie „Medical World News” z 5 września 1969 r. pewnej liczbie zniedołężniałych pacjentów szpitalnych dostarczono większej ilości tlenu, umieszczając ich w komorze nadciśnieniowej. Badacze zakładali, że skoro ograniczony dostęp tlenu do komórek mózgu wywołuje zaburzenia umysłowe, to zwiększony jego dostęp powinien usprawnić funkcjonowanie umysłu. Starcza niedołężność jest najczęściej skutkiem arteriosklerozy, która ogranicza dopływ krwi i tlenu do mózgu. Wyniki doświadczenia zaskoczyły lekarzy. U większości pacjentów odnotowano znaczącą i trwałą zmianę sposobu myślenia i osobowości. ‚Wszyscy leczeni stali się bardziej aktywni, lepiej spali, zaczęli interesować się lekturą gazet i czasopism, a co najważniejsze porzucili stały nawyk użalania się nad sobą’. W niektórych przypadkach efekty te utrzymały się po zakończeniu eksperymentu. Jak twierdzą sami autorzy, jest to tylko wstęp do badań. Mogą one zostać powtórzone i uściślone. Ich znaczenie jest jednak niewątpliwe.”
(Książkę po raz pierwszy wydano w 1970 roku)

Źródło: Alexander Lowen, „Przyjemność”, Wyd. Czarna Owca, Warszawa 2011

Dopisek po 7 miesiącach: Powyższy wpis został dokonany na początku stycznia 2014, obecnie jest koniec czerwca 2014, nie korzystam z podanej strony, bo jestem w stanie spowolnić mój oddech na tyle, że 4 razy na minutę jest dla mnie zbyt szybko. Oddycham 3 – 2 razy na minutę i ustawiam sobie tylko minutnik, żeby sygnalizował, że minęło pół godziny. Chociaż kiedy byłam w podróży i nie miałam minutnika, mój organizm sam ustawiał sobie czas i wybudzał się po ok. półgodzinie. Po tak długim treningu jest to możliwe. Po oddechach zawsze jest chwila medytacji z wizualizacją – zamykam cały proces w bardzo radosny i pozytywny sposób. Czuję się świetnie, mam doskonały nastrój, chęć do działań i zapomniałam co to doły, czego wszystkim życzę. Jest moc 😀 spokojna, płynąca z uczucia  wewnętrznej harmonii i stała.

Zmierzyłam ciśnienie w trakcie, skomplikowany manewr, ale się udało, bo mam elektroniczną zabawkę do tych celów, więc jest tak:
– w trakcie spowolnionego oddychania: 81/48, tętno 60
– w trakcie niezbyt ciężkiego sprzątania dwie godziny później: 112/75, tętno 70
(zawsze byłam niskociśnieniowcem, a ostatnio w czasie wizyty w gabinecie lekarskim miałam chyba coś ok. 120/70, tętno na ogół 72)

Dopisek po 18 miesiącach: oddycham 2 razy na minutę, raz dziennie. Korzystam z aplikacji na smartfona. Nie zawsze daje się złapać rytm od razu, ale po pewnej chwili bez problemu i w harmonii z ciałem. Wyobrażam sobie w trakcie, ze jestem pulsująca wielką bańką powietrza, która łagodnie napełnia się powietrzem i rośnie, a potem wiotczeje i maleje powolutku. Tak jest mi łatwiej, nie chwytam napięcia. Czuję się świetnie.

Jest letni spokojny wieczór. Ciśnienie mam 113/74, tętno 62

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

19. The Living Matrix – Żyjąca Matryca, napisy PL

Bardzo mi się ten film spodobał. Gdzieś tam w swoim długim marszu ku zdrowiu zastosowałam metodę pozytywnego myślenia. Teraz zmieniam ciągle życie, poprawiam, szukam, pracuję na swoim myśleniem, nad nawykami. Staram się. Obejrzyjcie i zrozumcie, jaką moc mają nasze dobre myśli i wiara we własne siły. Każdy z nas ma własną drogę wg swoich możliwości. Warto szukać, nie warto wierzyć w smutne wieści, którymi ktoś nas częstuje. Zawsze trzeba mieć nadzieję i szukać dróg wyjścia.

9 Komentarzy

Filed under Uncategorized

16. Codzienność

Jest tak, że guzy mam. Nie są twarde, nie rosną, ale przy intensywniejszym używaniu zaczynają dawać znać o swoim istnieniu, niepozornie i nie inwazyjnie, ale przypominają że są. Co powoduje moją wstrzemięźliwość i obawy. Tym niemniej zakupy i wszystko w domu robię sama. Nie potrzebuje już pomocy i to cieszy. Martwi, że boje się tańczyć, chodzić na długie wędrówki i intensywnie ćwiczyć nogi. Ruch fizyczny był i jest istotą mojego istnienia.

Jestem po krótkiej 5 dniowej głodówce, którą podjęłam po to, żeby te doznania lekko wytonować. Udało się. Wyjątkowo źle ją zniosłam. Najgorszy był wodowstręt. Wyjątkowo szybko zleciała mi waga. Dzisiaj chłonę soczki rozcieńczone z wodą. Zaczęłam wczoraj od cytryny i grapefruita, a dzisiaj jarzyny, kapusta, buraki, marchewka, jabłko, seler, sok z kiszonej kapusty własnoręcznie zrobiony, bez soli. Wieczorem szejki, pomidory, śliwki, papryka. jakie to dobre. Jutro szejki, gotowane warzywko i tak dalej. Zawsze po głodówce zamieniam się w odkurzacz. Dlatego trzymam, ile się da dietę witariańską.

Pomimo pewnego sukcesu jestem zmęczona i nieco zniechęcona. Chciałabym mieć gładkie sprężyste podeszwy których moglłbym używać bez ograniczeń. Syn zachęca mnie do kuracji wyciągiem z kurkumy. Znalazł informację o nim z opisem, jak to działa. Pożyjemy, zobaczymy, jeszcze go nie mam. Cały czas pracuję nad wizualizacją i to mnie pewnie trzyma psychicznie.

Posuwam się powoli do przodu i o to chodzi.

Guziczki nieco mniejsze.

X 13_1

Porównanie, lewa:

lewa III - VIII - X 2013

lewa III – VIII – X 2013

Prawa:

prawa III - VIII - X 2013

prawa III – VIII – X 2013

Dzisiaj nieźle napinałam stopę żeby coś było widać, zwłaszcza na lewej stopie jest niewidoczny. Na prawej też jest mniejszy. Z tym można już żyć. Nie są napięte i bolesne 🙂

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

5. Praca z wizualizacją i pozytywnym myśleniem

(Summary in English below)

Następny etap: o mojej rozkręcającej się chorobie i najnowszych diagnozach dowiedziała się przyjaciółka poznana w sanatorium i oświadczyła, że absolutnie nie przyjmuje do wiadomości faktu, że mogę nie móc tańczyć do końca życia. Oświadczyła mi, że jestem stworzona do tańca i zasugerowała wizualizację. Posłuchałam jej, trudno się było nie zgodzić z tym co mówiła, zwłaszcza o tańcu, kocham tańczyć.

Od tego momentu zaczęłam przed snem i przed wstaniem wyobrażać sobie, jak biegam naokoło osiedla, tak jak kiedyś, wśród złotych jesiennych liści (to był październik), potrafiłam nawet poczuć poranny chłód i zapach gnijących liści, taką mam wyobraźnię. To był początek zdrowienia. Uczucie było takie, jakby ktoś nagle rozsunął zasłony i pokazało się słońce.

Potem – w zimie – dokupiłam książkę pani Wandy Wegener i skorzystałam z niektórych pomysłów, jakie tam opisała. Od nowego roku 2013 codziennie rano i popołudniu siedziałam, a potem przerzuciłam się na leżenie w relaksie ciężko pracując wyobraźnią. Cały czas używam tej metody, również w odniesieniu do innych problemów, zawodowych wyzwań, czepialskich problemów. Nieco je zmodyfikowałam do swoich potrzeb i bardzo mnie stawiają na nogi co wpływa pozytywnie również na inne dziedziny życia. Teraz pracuję tak trzy razy dziennie. Bardzo to jest zajmujące niestety i czasem brakuje mi doby ale też bardzo skuteczne. Tworzę w ten sposób swoje szczęście!

Nie podaje tu szczegółów, zainteresowane osoby znajdą jej wykłady, książkę i filmy w Internecie. Poza tm, że się leczyłam w wyobraźni, postanowiłam, że 15 lipca będę mogla tańczyć 🙂

Cieszę się, że mogę się tym wszystkim podzielić. Kiedy byłam poszukująca i przestraszona, bardzo brakowało mi pomocy i informacji. Znalazłam tylko jakieś fora zagraniczne, i blogi, Są z boku po prawej stronie.

 Visualisation

Practising meditation with visualisation was very helpful for me. My friend suggested me it in september 2012 when I was sure that I will spend the rest of my life as a cripple. My friend told me about visualisation of my healthy legs. I started with visalisation of running, because it was realy impossible for me in that time and I had it in my memory. A year before I had run every day a little.
When I began this practise I felt like somebody opened the window and let the sun shine fall into my dark room. The darkness around me began to disappear very slowly and this process is acting up to now.
In winter I bought a book of Wanda Wegener with all instructions about visualisation and I meditate up to now twice a day with fantastic results.

1 komentarz

Filed under Uncategorized