Tag Archives: choroba Peyrona

28. Nóżki działają

Tak. Działają.

Kiedyś miałam wizję, że będę zdrowa, kiedy będę spacerować boso po rozgrzanym piasku na plaży. Spacerowałam… a nawet pląsałam.. tydzień temu w upalną niedzielę.

koziagorka02Przedwczoraj klimaty około-wiślane, rozrywkowy rajd po plaży i do praskiego klubu na koncert z tańcami. Też na bosaka (chwilami).

plażingWczoraj było kolorowo i letnio – kolejne 6 godzin na nogach.

DSC_0076Dzisiaj idąc do sklepu testowo nie założyłam wygodnych butków z amortyzacją i do biegania. Po raz pierwszy od maja 2012 poszłam sobie po drobne zakupy w takich oto butkach z cienką podeszwą i czując podłoże, bez specjalnej ochrony. To nie są klapki, to są sandały z miękkiego tworzywa (oryginalne Crocs’y). Nic nie boli, NIC NIE BOLI! NIC NIE BOLI! 

nóżkiNie boli. Co prawda niejeden guziczek malutki sobie drzemie pod podeszwą na rozcięgnach, ale nie przeszkadzają, nie czuję ich. Nie chce mi się robić głodówek. Odrastają mi cudownie włosy, stopy nie bolą, życie jest piękne i płynie tylko do przodu. Codziennie ćwiczę prawie godzinę, praktykuję spowolnione oddechy, medytuję wizualizację związaną z procesem zdrowienia, jestem na specjalnej diecie (co by trzymać wagę i nie generować stanów zapalnych) , robię systematycznie badania – nie tylko podstawowe, jeśli czegoś brak – suplementuję i korzystam z pomocy dietetyczki, trzymam wagę i otaczam się pogodnymi ludźmi.

Wszystkiego dobrego.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

27. Mój hicior tej zimy

Tak naprawdę to ja tylko bardzo chcę żyć i nie być dla nikogo obciążeniem.

Kiedy zaczęłam więcej chodzić, kiedy minął ból i powiększające się napięcie na guzach oprócz tego, że robiły mi się ciągle okropnie bolesne odciski na stopach, ciągle się wywracałam. To się zdarzało na ulicy w różnych niespodziewanych sytuacjach. Moje nieużywane długo mięśnie były słabe, a ciało niesprawne. Chyba pisałam już o tym w którymś wpisie, nie pamiętam dokładnie, w którym. Miałam stale popuchnięte stawy skokowe, oba abo jeden z nich po jakiejś kolejnej utracie pionu, starte i obtłuczone kolana po upadku, a na koniec stłukłam bark (rok temu), co się skończyło zamarznięciem stawu barkowego, strasznym bólem, unieruchomieniem, a potem jeszcze usztywnieniem szyi. Wyszło nawet przy okazji na rtg, że mam spore zwyrodnienia odcinka szyjnego kręgosłupa, które nawet wyekspediowały mnie na rezonans magnetyczny. Ćwiczę na różne sposoby, ćwiczę dużo. Chcę być zdrowa, bo chcę żyć. Wiem, że choroba to bezruch, a bezruch to śmierć. Bardzo szybko wiotczeją mięśnie i wszystko zamienia się w galaretowatą kupkę białka. Dlatego ćwiczę i szukam nowych możliwości realizowania się – fizycznie, mentalnie i emocjonalnie.

Po prostu chcę żyć.

Reszta informacji: plank – ćwiczenia

6 Komentarzy

Filed under Uncategorized

26. Jest dobrze

Wczoraj uskuteczniłam 15 kilometrowy marsz z ptasiarzami. Pod koniec starszaki wymiękły i zostały w tyle, a reszta pomknęła na przystanek mocnym marszem. Zaliczyłam jeszcze Loving Hut i sajgonki wegańskie z jedną koleżanką z wycieczki, która okazała się być wegetarianką. Ponieważ sajgonki wlały we mnie nową energię, pobiegałam jeszcze po sklepach szukając gorczycy do namoczenia nóg,  Miała być handlowa niedziela, a cały bazar mi zamknęli. Spać poszłam przed 23, bo jeszcze siedziałam w necie, robiłam jakieś robótki ręczne, rozmawiałam przez telefon i ogólnie spędzałam czas aktywnie. Mam kondycję lepszą niż 20 lat temu i to są efekty codziennych prawie godzinnych ćwiczeń. Chyba się teraz bardzo szybko regeneruję, szybciej niż kiedyś. Jestem z siebie dumna, bardzo dumna i szczęśliwa. Do to stópek – jest dobrze, nic nie boli, nic nie rośnie, może lekuchno obrzmiały te resztki guzków, które tam zostały. Czuję się fantastycznie. Pomyśleć, że kiedyś myślałam, że nigdy nie będę chodzić. Post ten dedykuję wszystkim posiadaczom włókniaków na rozcięgnach stóp przestraszonym wynikami badań i będących z poczuciu bezsiły i rezygnacji. Oczywiście egzystuję cały czas w miękkich butkach z dobrą amortyzacją. Foto z wycieczki DSC_0761-001A to ptaszyna, która mnie zauroczyła (zdjęcie pożyczone z sieci). Po raz pierwszy ich tyle widziałam, strzępiły się niewyraźnie wysoko w sosnach, widoczne w zasadzie tylko przez lornetkę. Za to można było je usłyszeć.

Raniuszek. Puszysty kłębuszek, wacik z długachnym ogonkiem. Zimują u nas. Trudne do przyuważenia, jeśli się nie zna ich obyczajów, są wysoko i poruszają się szybko.

Raniuszek. Puszysty kłębuszek, wacik z długachnym ogonkiem. Zimują u nas. Trudne do przyuważenia, jeśli się nie zna ich obyczajów, są wysoko i poruszają się szybko.

A tak śpiewają

2 Komentarze

Filed under Uncategorized

25. Ćwiczenia mięśni stóp

Tego właśnie nie mogłam robić, a teraz mogę, bez bólu i negatywnych skutków pt rozbuchany rozrost guza.

Reszta tych wspaniałych ćwiczeń, tj zdjęcia plus opis są tu: http://treningbiegacza.pl

Co się u mnie dzieje?

Skończyłam z jedzeniem wyciągu z kurkumy i z pieprzu. Po prostu preparat się skończył i zabrakło mi samozaparcia żeby to kontynuować. Wyniki kuracji mnie nie powaliły, więc się nie wysilałam. W czerwcu zrobiłam kolejną głodówkę, 9 dniową. Trzymam wege niskotłuszczową i z wykluczeniem produktów wysokoprzetworzonych dietę. Medytuję ze zwolnionym oddechem, wizualizuję swoje zdrowienie i inne ważne dla mnie rzeczy. Córka przyjechała – pomacała i powiedziała WOW, ale zmalały! Rok się nad nimi nie zastanawiała, więc miło było usłyszeć taki komentarz.

Nowość.: sąsiadka M. leczyła swoje młode dorosłe dziecię z anemii. Odstawiła jej leki. Przez pół roku poiła młodą sokiem z buraka (plus czymś tam jeszcze, sok z cytryny, marchewki itp). Wyleczyła anemię, ale stało się jeszcze coś – zniknął trzy-centymetrowy włókniakowaty guz na klatce piersiowej, na którego czaili się chirurdzy z onkologii sutka z pobliskiego szpitala. Jak pokazało usg nie zniknął całkiem, tylko do połowy i przemieścił się, więc go nie wyczuwają na tzw „maca”. Na dodatek zmienił strukturę, nie jest już włókniakiem. Hmm. Oczywiście piję teraz soki codziennie. Zaczęłam powoli, od jednego buraczka, bo mi rewolucję robiły w kiszkach. Już nie robią. Przyzwyczaiłam kiszki.

Ćwiczyć też ćwiczę, chociaż wszystkich ćwiczeń z tego artykułu nie robię jeszcze, oszczędzam kopytka. Natomiast chodzę, tańcuję sobie od czasu do czasu i wszystko gra. Ćwiczę różne różniste – na brzuch, ramiona, plecy, nogi… Mam zamiar zapisać się na basen, a kolega namówił mnie na zumbę. Żyję normalnie.

M. po przeczytaniu tego bloga powiedziała mi, że już jestem zdrowa niezależnie od tego, co jeszcze mam na podeszwach. Wiem.

Dzisiaj rozmowa w kolejce do ortopedy. Jak zwykle czekając wsączam swoje trzy grosze o konieczności ćwiczeń fizycznych, diety i takie tam, bo obok mnie siedzą tłustawe starowinki, niektóre z listą chorób dłuższą niż ilość haseł w małej encyklopedii. Jedna sympatyczna pani mówi kiwając głową – „wiem, też miałam włókniaka, piłam sok z buraka, chodziłam w kamizelce z chrzanu i piłam...” coś co dostała od księdza, ale nie wiem co, jakaś nalewka na korze dębu, nie wie co pomogło, ale włókniaki poznikały. A może zmalały i ich nie wyczuwa, faktem jest że problem znikł. Alleluja, jestem w domu! Pani jeszcze podała mi numer telefonu, bo koniecznie chce namiary na lekarza leczącego dietą. Wzruszona jestem. Chociaż jedna osoba nawrócona na dobre. Mam nadzieję 😉

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

21. Kurkumina

Kurkuminę wypatrzył mój syn.
Wyczytał, że jest to aktywny żółty składnik kurkumy i występuje także w ograniczonych ilościach w imbirze. Działa podobnie jak polifenole, ale w wyjątkowy sposób (zabijcie mnie – ale nie wiem co to znaczy polifenole, po prostu usiłuje z grubsza przetłumaczyć sens artykułu o kurkuminie). Tu jest artykuł o znaczeniu tej substancji w diecie – http://portalaktywni.pl/aktualnosci/jak-zwiekszyc-spozycie-polifenoli/. Pieprz czarny, a właściwie piperyna (ekstrakt pieprzu czarnego), znacznie zwiększa wchłanianie kurkuminy. W gotowym preparacie, który stoi u mnie na półce, kurkumina jest wymieszana w odpowiedniej proporcji z tym aktywnym wyciągiem z pieprzu.

Kurkumina znana jest także pod nazwami: ekstrakt z kurkumy, ekstrakt z curry, kurkuma, Diferuloylmethane, JiangHuang, Curcuma Longa, 1,7-bis-{3-metoksy-4-hydroksy-fenylo} -1,6-heptadien-3 ,5-dion. Nie mylić z przyprawą – kurkumą czy curry.

Wywiera wyjątkowo silne działanie przeciwzapalne, już to wydaje się być ochroną przeciwko pewnym postaciom nowotworu. Poza tym ma dodatkowe działanie przeciw-nowotworowe/rakowe, profilaktyczne i lecznicze, które jest niezależne od przeciwzapalnego i to jest obecnie intensywnie badane przez naukowców, którzy muszą wszystko przeanalizować i prześledzić, żeby jeden do jeden móc ponazywać te kurkuminowe cuda i potwierdzić, po czym nadać im odpowiednią rangę w leczeniu.

Kurkumina łagodzi zaburzenia poznawcze związane z wiekiem, dobrze działa na serce, zmniejsza poziomu lipidów i płytki w tętnicach (lipid and plaque levels in arteries), zmniejsza ryzyko cukrzycy i leczy jej skutki uboczne. Potwierdzono to w wielu badaniach (co najmniej dwa z podwójnie ślepą próbą i kontrolą placebo) oraz w wielokrotnych badaniach kohortowych.

Resztę mądrych rzeczy można przeczytać tu: http://examine.com/supplements/Curcumin/. Wiele tu pożytecznych informacji dla fachowców. Uczymy się przy okazji angielskiego.

Wnioski? Używamy curry, kurkumy i to OBFICIE, pieprzu też. Chyba, że chcemy sobie znaleźć takie cudo, jak ja mam w domku (nabyte droga internetową w Indiach) i posypywać raz dziennie wybrany posiłek czterema tycimi łyżeczkami do porcjowania. Nie jestem skażona wiarą we wszystkie nowości-szały-mody, jakie tylko się pojawiają w świecie, ale ta warta jest uwagi i na pewno nie zaszkodzi. Uważam, że warto o tym wiedzieć i się tym wspierać. A ten żółciutki kolorek to już kompletny odjazd!

Tu moje „lekarstwo” malowniczo skomponowane w szejku aroniowo pietruszkowo bananowym. Chciałabym zaznaczyć, że całe jedzenie, jakie spożywam, staram się traktować jak lekarstwo, jestem na wegańskiej zdrowej diecie i świetnie mi to służy):

Źródło: Smoothie w niebanalnych kolorach

Moje guzy są małe, bezradne, mięciutkie, bezbolesne, nie rosną,  miałam nawet w pewnym momencie wrażenie, że maleją. Chodzę swobodnie. Biegam do autobusu, robię zakupy, dźwigam siatki. Nic się nie pogarsza. Cały czas praktykuję wizualizację, oddechy i trzymam dietę wspierając się też wyciągiem z kurkumy. Zapalenie stawu barkowego, który przeciążyłam w lecie już prawie minęło, więc codziennie rano ćwiczę z Mel B dla podtrzymania kondycji. Czasem, kiedy się sforsuję nadmiernie, obszar wokół guzów lekko obrzmiewa, ale w żaden sposób nie czuję się ograniczona w moich możliwościach życiowych. Biorąc pod uwagę przesiedziany w domu i z bólem ponad rok (V 2012 – VII 2013), jest to po prostu kwitnące zdrowie. Patrzę na tamten czas, jak na przeciągającą się wyrafinowaną torturę. Z nadzieją rozważam możliwość zrezygnowania z głodówek, ale jest to chyba płonna nadzieja, albowiem pamiętam, jak korzystne efekty na zdrowie ma taka terapia. Pewnie wiosną rozpocznę znowu, tyle że rzadziej. Nie mam takiego ciśnienia na samoleczenie, jak poprzednio, ale zdrowy rozsądek domaga się nawet okresowych jednodniówek, na które ciągle jeszcze nie mogę się zdecydować. Może wreszcie w tym tygodniu?

Moja dzienna porcja z malutką łyżeczka do mierzenia porcji na podstawce do filiżanki:

DSC02410

16 Komentarzy

Filed under Uncategorized

20. Oddech – najlepszy antydepresant

Podstawowa rzecz, o jakiej zapominamy w tym zwariowanym oszalałym świecie – oddech. Warto sobie go przypomnieć. Kiedy sobie spokojnie pooddychamy – pojawia się spokój umysłu, ukojenie, jasność i porządek. Więc oddychajmy, zwłaszcza przed wizualizacją albo po ćwiczeniach czy innym wysiłku, po prostu dla relaksu. Na początek najlepszy rytm  to podobno 6 na  minutę, ale się nie upieram. Może warto poszukać swojego. Znajomy psycholog zajmujący się nieco tematem tak zasugerował. Stosuję. Podobno działa równie dobrze, jak środki chemiczne które przepisuje się nerwusom. Polecam 2 razy dziennie przynajmniej. Proszę przetestować, po prawej można ustawić czas, sugeruję zacząć od krótszych dawek, żeby się powoli przyzwyczajać. Link jest tu:

http://doasone.com/BreathingRooms.aspx?RoomID=10

Zasady:

  1. Można siedzieć, ale lepiej położyć się wygodnie, nogi lekko w górze, ma być komfortowo i dobrze.
  2. Oczy najlepiej zamknąć.
  3. Oddychamy TYLKO nosem.
  4. Nie przejmować się, jeśli – na początku zwłaszcza – nie łapie się rytmu z głośnika, to przyjdzie z czasem. Na ogól w życiu oddychamy szybciej (10-14 oddechów na minutę) i trudno to nagle zmienić, nic na siłę. U mnie trwa dobrą chwilę, zanim oddech się uspokoi i zrówna z rytmem sugerowanym przez internetowego oddychacza. Czasem przysypiam i gubię go. Nie ma problemu, to nie wojsko, najważniejsze jest uczucie komfortu.
  5. Oddychamy pracując przeponą (brzuchem), klatką piersiową i szczytami płuc, po kolei, dobrze jest jeśli wszystko części naszego ciała po kolei biorą udział w jednym oddechu. Więc wciągając powietrze wyobrażamy sobie jak pompujemy je najpierw do dolnej części ciała, potem w okolice środka klatki piersiowej i do szczytów płuc, wydech w odwrotnej kolejności – mamy wtedy gwarancję, że w oddychaniu bierze udział to co powinno, nie oddychamy tylko brzusznie (częste u mężczyzn) albo tylko szczytami płuc (częste u kobiet). Czasem nie chce nam się oddychać i pojawiają się chwile bezdechu – oznacza to, że nie potrzebujemy aż tyle powietrza i wystarczy nauczyć się oddychać nieco płyciej, żeby się nie przetlenić
  6. Naprawdę nie jest konieczna wiara w cuda, czy bycie zaawansowanym w praktyce joginem. Wystarczy sobie po ćwiczeniach czy jakimś wysiłku, albo po wstaniu pooddychać codziennie 2-3 razy jakąś  wybraną porcję, tyle ile możemy.

Chciałabym bardzo zachęcić do tych ćwiczeń, nie wiem jak. Chciałabym spektakularnie zrobić pstryk palcami i żeby wszyscy czytający od momentu przeczytania codziennie min dwa razy pooddychali, niekoniecznie od razu pół godziny, czy 15 minut, nawet tylko 5 na początek. Bardzo bym chciała, bo życzę wszystkim, żeby się tak dobrze czuli jak ja teraz.
Może powiem o sobie – po dwóch tygodniach od momentu rozpoczęcia tej praktyki czuję się tak, jakby w powietrzu rozpylony był gaz rozweselający. Od momentu obudzenia się do wieczora. Sytuacje stresujące szybciej płowieją w moich myślach. Chce mi się tańczyć, uśmiechać, śpiewać, podskakiwać. Chce mi się chcieć i o to chodzi 😀

BARDZO POLECAM: SPRÓBUJCIE W RAMACH SWOJEGO LECZENIA!

Trochę cudzych mądrości. Kompletnie przypadkiem wczoraj wpadła mi w ręce książka. Chociaż myślę, że nic nie dzieje się przypadkiem.  Alexander Lowen tlumaczy jak ważne jest żyć pełną piersią 🙂 :
„Człowiek oddzielony od ciała nie myśli już jego kategoriami. Ignoruje prostą zasadę, że życie wymaga oddychania i im pełniej się oddycha, tym pełniej się żyje. Od czasu do czasu może sobie uświadamiać, że coś mu utrudnia oddychanie, a niekiedy, zwłaszcza w stresie, może się przyłapać na tym, że sam wstrzymuje oddech, ale nie poświęca temu uwagi. W miarę starzenia się dokonuje jednak smutnego odkrycia: ta funkcja, jak i inne funkcje ciała, degraduje się, jeśli nie jest wykonywana prawidłowo. Gdy oddychanie staje się trudne, dałby wszystko za to, żeby móc oddychać pełną piersią. Wie teraz, że oddychanie jest kwestią życia i śmierci albo – by ująć to pozytywnie – życie jest kwestią oddychania.
Kolejna prosta prawda, która powinna być oczywista sama przez się, to fakt, że osobowość jednostki ludzkiej wyraża się przez ciało w równym stopniu co przez umysł. Człowieka nie można podzielić na umysł i ciało. Pomimo to wszystkie badania nad osobowością koncentrują się na umyśle lekceważąc ciało. A przecież tyle ono nam mówi o swoim właścicielu. Sylwetka, wyraz oczu, ton głosu, ruchy szczęki, położenie ramion, swoboda ruchów i spontaniczność gestykulacji informują nas nie tylko o tym, kim dana osoba jest, lecz także, czy cieszy się życiem, czy też jest przygnębiona lub czuje się niezręcznie. Możemy zamykać oczy na te przejawy jej osobowości, podobnie jak ona może sama zamykać swój umysł przed świadomością ciała, ale ci, którzy tak czynią, budują sobie obraz niemający związku z rzeczywistością. Prawda ciała może być bolesna, ale negowanie tego bólu zamyka drzwi do możliwych przyjemności.(…)
Odczuwanie zależy od oddychania i ruchu. Organizm doznaje czegokolwiek pod warunkiem, że ciało się porusza. Jeśli na przykład przez dłuższy czas nie ruszamy ręką, to drętwieje i nic w niej nie czujemy. Aby przywrócić fizyczne doznania, musimy przywrócić jakiś ruch. Słabe oddychanie ogranicza ruchomość ciała. Dlatego wstrzymywanie oddechu jest najskuteczniejszym środkiem odcinania się od doznań. Ta zasada działa również w przeciwnym kierunku. Podobnie jak silne emocje stymulują głębsze oddychanie, tak i głęboki oddech może wzbudzić silne emocje.
Śmierć oznacza wstrzymanie oddychania, zaprzestanie ruchu i utratę wszelkich doznań. Żyć pełnią życia to znaczy oddychać głęboko, poruszać się swobodnie i doznawać wszelkich odczuć. Nie można ignorować tej prawdy, jeśli cenimy sobie radość życia.

Jak oddychać głębiej.

Większość lekarzy i terapeutów lekceważy znaczenie prawidłowego oddychania dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Wiemy, że oddychanie jest niezbędne do życia, że tlen dostarcza organizmowi energii koniecznej do poruszania się, ale nie zdajemy sobie sprawy, że niewłaściwe oddychanie obniża żywotność organizmu. Powszechnych skarg na zmęczenie i wyczerpanie z reguły nie wiążemy ze słabym oddychaniem. A przecież przygnębienie i poczucie zmęczenia są bezpośrednim skutkiem kiepskiego oddychania. Przy niedoborze tlenu następuje spowolnienie procesów metabolicznych, podobnie jak ogień przygasa przy kiepskiej wentylacji. Ktoś, kto źle oddycha, nie tryska energią, lecz jest zobojętniały, zniechęcony i osłabiony. Brak mu wewnętrznego żaru i siły. Brak tlenu ma również bezpośredni wpływ na krwiobieg. Przy chronicznie słabym oddechu arterie tracą drożność i spada liczba czerwonych ciałek krwi.

W eksperymencie, którego wyniki opublikowano  w piśmie „Medical World News” z 5 września 1969 r. pewnej liczbie zniedołężniałych pacjentów szpitalnych dostarczono większej ilości tlenu, umieszczając ich w komorze nadciśnieniowej. Badacze zakładali, że skoro ograniczony dostęp tlenu do komórek mózgu wywołuje zaburzenia umysłowe, to zwiększony jego dostęp powinien usprawnić funkcjonowanie umysłu. Starcza niedołężność jest najczęściej skutkiem arteriosklerozy, która ogranicza dopływ krwi i tlenu do mózgu. Wyniki doświadczenia zaskoczyły lekarzy. U większości pacjentów odnotowano znaczącą i trwałą zmianę sposobu myślenia i osobowości. ‚Wszyscy leczeni stali się bardziej aktywni, lepiej spali, zaczęli interesować się lekturą gazet i czasopism, a co najważniejsze porzucili stały nawyk użalania się nad sobą’. W niektórych przypadkach efekty te utrzymały się po zakończeniu eksperymentu. Jak twierdzą sami autorzy, jest to tylko wstęp do badań. Mogą one zostać powtórzone i uściślone. Ich znaczenie jest jednak niewątpliwe.”
(Książkę po raz pierwszy wydano w 1970 roku)

Źródło: Alexander Lowen, „Przyjemność”, Wyd. Czarna Owca, Warszawa 2011

Dopisek po 7 miesiącach: Powyższy wpis został dokonany na początku stycznia 2014, obecnie jest koniec czerwca 2014, nie korzystam z podanej strony, bo jestem w stanie spowolnić mój oddech na tyle, że 4 razy na minutę jest dla mnie zbyt szybko. Oddycham 3 – 2 razy na minutę i ustawiam sobie tylko minutnik, żeby sygnalizował, że minęło pół godziny. Chociaż kiedy byłam w podróży i nie miałam minutnika, mój organizm sam ustawiał sobie czas i wybudzał się po ok. półgodzinie. Po tak długim treningu jest to możliwe. Po oddechach zawsze jest chwila medytacji z wizualizacją – zamykam cały proces w bardzo radosny i pozytywny sposób. Czuję się świetnie, mam doskonały nastrój, chęć do działań i zapomniałam co to doły, czego wszystkim życzę. Jest moc 😀 spokojna, płynąca z uczucia  wewnętrznej harmonii i stała.

Zmierzyłam ciśnienie w trakcie, skomplikowany manewr, ale się udało, bo mam elektroniczną zabawkę do tych celów, więc jest tak:
– w trakcie spowolnionego oddychania: 81/48, tętno 60
– w trakcie niezbyt ciężkiego sprzątania dwie godziny później: 112/75, tętno 70
(zawsze byłam niskociśnieniowcem, a ostatnio w czasie wizyty w gabinecie lekarskim miałam chyba coś ok. 120/70, tętno na ogół 72)

Dopisek po 18 miesiącach: oddycham 2 razy na minutę, raz dziennie. Korzystam z aplikacji na smartfona. Nie zawsze daje się złapać rytm od razu, ale po pewnej chwili bez problemu i w harmonii z ciałem. Wyobrażam sobie w trakcie, ze jestem pulsująca wielką bańką powietrza, która łagodnie napełnia się powietrzem i rośnie, a potem wiotczeje i maleje powolutku. Tak jest mi łatwiej, nie chwytam napięcia. Czuję się świetnie.

Jest letni spokojny wieczór. Ciśnienie mam 113/74, tętno 62

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

14. Kolejne ćwiczenia

To dla debeściaków. Powodzenia 😉

Chciałabym przy okazji powiedzieć, że wykonuję bez problemów wszystkie ćwiczenia z użyciem nóg, które proponuje Mel B (poprzedni wpis) – pierwszy raz od ponad roku, tj od roku i 4 miesięcy. Sprint do uciekającego autobusu nie jest dla mnie problemem. Dźwignięcie ciężkich zakupów też. Na moich podeszwach siedzą cały czas gluty, nawet czasem twardnieją radośnie, ale zmieniły charakter. Bolą,  jeśli przeforsuję, ale nie przy chodzeniu, tylko przy naciskaniu. Nie rosną i nie robi się stan zapalny. Nie znam się na tym i szkoda mi pieniędzy na kolejne USG. Dla mnie najważniejsze jest, że mogę chodzić i normalnie żyć, robić zakupy, a nawet skakać na skakance 🙂 Nie jestem uwięziona! Wolność!

Mogę chodzić w różnych butach – niekoniecznie w tych najbardziej miękkich i najwygodniejszych, w tych mniej komfortowych też bez dotkliwych skutków. Wyciągnęłam twarde Brooks’y i New Balance’y z szafy, ale generalnie zostałam przy sportowym anturażu, to najwygodniejsze, uzależniłam się od wygody moich stópek. Poza tym moje nogi nie lubią być nadwyrężane, przez obcasy również. Chodzę w moim butkach do biegania mięciutko, ciuchutko i zwinnie, nie mam ochoty z tego rezygnować.

Jeśli guzki radykalnie się zmniejszą, natychmiast zrobię fotografie i tu umieszczę. A teraz do roboty.

1 komentarz

Filed under Uncategorized