23. Białko zwierzęce a nowotwory

„Dieta bogata w białka zwierzęce jest dla osób w średnim wieku równie niebezpieczna jak… palenie tytoniu. Badania prowadzone na dużej grupie dorosłych przez niemal 20 lat ujawniły, że ci, którzy w średnim wieku spożywali dużo białka zwierzęcego byli czterokrotnie bardziej narażeni na zgon z powodu nowotworu niż osoby pozostające na diecie niskobiałkowej. Wzrost ryzyka jest porównywalny z wzrostem spowodowanym paleniem tytoniu.”

„(…) badania wykazały, że dieta niskobiałkowa u osób w średnim wieku zapobiega rakowi i zmniejsza ryzyko śmierci. Działa tutaj mechanizm regulujący IGF-I oraz, prawdopodobnie, poziom insuliny. Jednak uważamy również, że w wieku starszym należy unikać diety niskobiałkowej, gdyż dzięki temu utrzymamy odpowiednią wagę oraz uchronimy się przed osłabieniem mięśni – mówi Eileen Crimmins z Uniwersytetu Południowej Kalifornii.”

„W omawianym studium wzięło udział 6318 osób w wieku ponad 50 lat. W ich diecie z protein pochodziło średnio 16% kalorii, a 2/3 spożywanego białka to białko zwierzęce. Dane te odpowiadają średniej dla mieszkańców USA. Badana grupa była reprezentatywna pod względem etnicznym, zdrowotnym oraz poziomu wykształcenia.

Badania wykazały, że osoby, które w średnim wieku jadły umiarkowaną ilość białka były trzykrotnie bardziej narażone na śmierć z powodu nowotworu, niż osoby pozostające na diecie niskobiałkowej. Nawet niewielkie zmniejszenie ilości przyjmowanego białka było związane ze zmniejszeniem o 21% ryzyka przedwczesnego zgonu.”

I tak kochani, mniej mięcha, zamiast mięcha fasolki. Voila, dobry artykuł na ten temat jest tu (białko roślinne nie jest tak szkodliwe): Skąd to białko

Cały artykuł o szkodliwym mięsku jest tu: Mięso niebezpieczne jak… tytoń

 

 

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

22. Wczoraj pobiegłam

Pobiegłam. Nie mogę ćwiczyć po tym, jak gwizdnęłam na lodzie. Jest mały problem ze stłuczonym ramieniem, gwizdnęłam na lewy bark. Więc pobiegłam. Tak dobrze się czułam, że musiałam. Czuję się z tym świetnie. Kiedy człowiek się rusza, znaczy że żyje!

Pozostałość po guzie lekko obrzmiała, ale nie boli przy chodzeniu i nie rośnie. Alleluja! Pobiegłam po raz pierwszy od dwóch lat, pomimo, że rok temu nie wierzyłam, że to będzie kiedykolwiek możliwe. Skutki na podeszwie są podobne jak przy kilkugodzinnej wycieczce albo dźwiganiu bardzo ciężkich zakupów. Ujdzie wyżyć.

 

Co ja robię?

– Trzymam dietę wegańską ostro higieniczną (prawie zero produktów przetworzonych, prawie zero glutenu, prawie zero używek, często kupuję produkty ze sprawdzonych źródeł lub z certyfikatem), nisko tłuszczową, przekonsultowaną z dietetyczką.
– Trzymam wagę na stałym, odpowiednio niskim i najwygodniejszym dla moich kończyn poziomie (waga jest w codziennym użyciu, a jakże)
– Raz w tygodniu 24 godzinny post o wodzie.
– Suplementuję oprócz B12 i D2 również jakieś wapno i kurkuminę, o której tu pisałam.
– Codziennie dwa razy ćwiczę przez pół godziny relaksujące oddechy i medytację z wizualizacją, którą sobie sama ułożyłam na podstawie sugestii pani Wandy Wegener (przeczytałam jej książkę na ten temat). Wizualizacja przebiega tak: relaks, wejście w pewne określone sytuacje i wyobrażanie sobie ich, w tym praca nad sytuacją obecną i w wybranym momencie czasowym w przyszłości („dedlain”), pozytywne zamknięcie procesu. Obecnie nie pracuję nad tematem zdrowia, skupiłam się na pracy. Tak będzie do 30 III tego roku, potem zajmę się znowu zdrowiem.
– Unikam toksycznych ludzi i męczących sytuacji.
– Pracuję zgodnie z zasadą przyjemności (co się nie przekłada na zarobki, ale nie żyje obecnie dla pieniędzy, więc olać to)
– Choroba – jak się cofnęła po głodówkach tak stoi w miejscu albo delikatnie się cofa dalej.
– Używam tylko naturalnych kosmetyków, minimalizuję skład chemiczny do minimum.
– Już mogę pozwolić sobie na noszenie butów o twardej podeszwie, to nietrafione zakupy, które – kiedy moje guzy były aktywne – leżały nieużywane w szafie. Ale są to w dalszym ciągu buty z amortyzacją przeznaczone do biegania, nie balerinki czy zwykle kozaki.

Jest dobrze, będzie lepiej.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

21. Kurkumina

Kurkuminę wypatrzył mój syn.
Wyczytał, że jest to aktywny żółty składnik kurkumy i występuje także w ograniczonych ilościach w imbirze. Działa podobnie jak polifenole, ale w wyjątkowy sposób (zabijcie mnie – ale nie wiem co to znaczy polifenole, po prostu usiłuje z grubsza przetłumaczyć sens artykułu o kurkuminie). Tu jest artykuł o znaczeniu tej substancji w diecie – http://portalaktywni.pl/aktualnosci/jak-zwiekszyc-spozycie-polifenoli/. Pieprz czarny, a właściwie piperyna (ekstrakt pieprzu czarnego), znacznie zwiększa wchłanianie kurkuminy. W gotowym preparacie, który stoi u mnie na półce, kurkumina jest wymieszana w odpowiedniej proporcji z tym aktywnym wyciągiem z pieprzu.

Kurkumina znana jest także pod nazwami: ekstrakt z kurkumy, ekstrakt z curry, kurkuma, Diferuloylmethane, JiangHuang, Curcuma Longa, 1,7-bis-{3-metoksy-4-hydroksy-fenylo} -1,6-heptadien-3 ,5-dion. Nie mylić z przyprawą – kurkumą czy curry.

Wywiera wyjątkowo silne działanie przeciwzapalne, już to wydaje się być ochroną przeciwko pewnym postaciom nowotworu. Poza tym ma dodatkowe działanie przeciw-nowotworowe/rakowe, profilaktyczne i lecznicze, które jest niezależne od przeciwzapalnego i to jest obecnie intensywnie badane przez naukowców, którzy muszą wszystko przeanalizować i prześledzić, żeby jeden do jeden móc ponazywać te kurkuminowe cuda i potwierdzić, po czym nadać im odpowiednią rangę w leczeniu.

Kurkumina łagodzi zaburzenia poznawcze związane z wiekiem, dobrze działa na serce, zmniejsza poziomu lipidów i płytki w tętnicach (lipid and plaque levels in arteries), zmniejsza ryzyko cukrzycy i leczy jej skutki uboczne. Potwierdzono to w wielu badaniach (co najmniej dwa z podwójnie ślepą próbą i kontrolą placebo) oraz w wielokrotnych badaniach kohortowych.

Resztę mądrych rzeczy można przeczytać tu: http://examine.com/supplements/Curcumin/. Wiele tu pożytecznych informacji dla fachowców. Uczymy się przy okazji angielskiego.

Wnioski? Używamy curry, kurkumy i to OBFICIE, pieprzu też. Chyba, że chcemy sobie znaleźć takie cudo, jak ja mam w domku (nabyte droga internetową w Indiach) i posypywać raz dziennie wybrany posiłek czterema tycimi łyżeczkami do porcjowania. Nie jestem skażona wiarą we wszystkie nowości-szały-mody, jakie tylko się pojawiają w świecie, ale ta warta jest uwagi i na pewno nie zaszkodzi. Uważam, że warto o tym wiedzieć i się tym wspierać. A ten żółciutki kolorek to już kompletny odjazd!

Tu moje „lekarstwo” malowniczo skomponowane w szejku aroniowo pietruszkowo bananowym. Chciałabym zaznaczyć, że całe jedzenie, jakie spożywam, staram się traktować jak lekarstwo, jestem na wegańskiej zdrowej diecie i świetnie mi to służy):

Źródło: Smoothie w niebanalnych kolorach

Moje guzy są małe, bezradne, mięciutkie, bezbolesne, nie rosną,  miałam nawet w pewnym momencie wrażenie, że maleją. Chodzę swobodnie. Biegam do autobusu, robię zakupy, dźwigam siatki. Nic się nie pogarsza. Cały czas praktykuję wizualizację, oddechy i trzymam dietę wspierając się też wyciągiem z kurkumy. Zapalenie stawu barkowego, który przeciążyłam w lecie już prawie minęło, więc codziennie rano ćwiczę z Mel B dla podtrzymania kondycji. Czasem, kiedy się sforsuję nadmiernie, obszar wokół guzów lekko obrzmiewa, ale w żaden sposób nie czuję się ograniczona w moich możliwościach życiowych. Biorąc pod uwagę przesiedziany w domu i z bólem ponad rok (V 2012 – VII 2013), jest to po prostu kwitnące zdrowie. Patrzę na tamten czas, jak na przeciągającą się wyrafinowaną torturę. Z nadzieją rozważam możliwość zrezygnowania z głodówek, ale jest to chyba płonna nadzieja, albowiem pamiętam, jak korzystne efekty na zdrowie ma taka terapia. Pewnie wiosną rozpocznę znowu, tyle że rzadziej. Nie mam takiego ciśnienia na samoleczenie, jak poprzednio, ale zdrowy rozsądek domaga się nawet okresowych jednodniówek, na które ciągle jeszcze nie mogę się zdecydować. Może wreszcie w tym tygodniu?

Moja dzienna porcja z malutką łyżeczka do mierzenia porcji na podstawce do filiżanki:

DSC02410

16 Komentarzy

Filed under Uncategorized

20. Oddech – najlepszy antydepresant

Podstawowa rzecz, o jakiej zapominamy w tym zwariowanym oszalałym świecie – oddech. Warto sobie go przypomnieć. Kiedy sobie spokojnie pooddychamy – pojawia się spokój umysłu, ukojenie, jasność i porządek. Więc oddychajmy, zwłaszcza przed wizualizacją albo po ćwiczeniach czy innym wysiłku, po prostu dla relaksu. Na początek najlepszy rytm  to podobno 6 na  minutę, ale się nie upieram. Może warto poszukać swojego. Znajomy psycholog zajmujący się nieco tematem tak zasugerował. Stosuję. Podobno działa równie dobrze, jak środki chemiczne które przepisuje się nerwusom. Polecam 2 razy dziennie przynajmniej. Proszę przetestować, po prawej można ustawić czas, sugeruję zacząć od krótszych dawek, żeby się powoli przyzwyczajać. Link jest tu:

http://doasone.com/BreathingRooms.aspx?RoomID=10

Zasady:

  1. Można siedzieć, ale lepiej położyć się wygodnie, nogi lekko w górze, ma być komfortowo i dobrze.
  2. Oczy najlepiej zamknąć.
  3. Oddychamy TYLKO nosem.
  4. Nie przejmować się, jeśli – na początku zwłaszcza – nie łapie się rytmu z głośnika, to przyjdzie z czasem. Na ogól w życiu oddychamy szybciej (10-14 oddechów na minutę) i trudno to nagle zmienić, nic na siłę. U mnie trwa dobrą chwilę, zanim oddech się uspokoi i zrówna z rytmem sugerowanym przez internetowego oddychacza. Czasem przysypiam i gubię go. Nie ma problemu, to nie wojsko, najważniejsze jest uczucie komfortu.
  5. Oddychamy pracując przeponą (brzuchem), klatką piersiową i szczytami płuc, po kolei, dobrze jest jeśli wszystko części naszego ciała po kolei biorą udział w jednym oddechu. Więc wciągając powietrze wyobrażamy sobie jak pompujemy je najpierw do dolnej części ciała, potem w okolice środka klatki piersiowej i do szczytów płuc, wydech w odwrotnej kolejności – mamy wtedy gwarancję, że w oddychaniu bierze udział to co powinno, nie oddychamy tylko brzusznie (częste u mężczyzn) albo tylko szczytami płuc (częste u kobiet). Czasem nie chce nam się oddychać i pojawiają się chwile bezdechu – oznacza to, że nie potrzebujemy aż tyle powietrza i wystarczy nauczyć się oddychać nieco płyciej, żeby się nie przetlenić
  6. Naprawdę nie jest konieczna wiara w cuda, czy bycie zaawansowanym w praktyce joginem. Wystarczy sobie po ćwiczeniach czy jakimś wysiłku, albo po wstaniu pooddychać codziennie 2-3 razy jakąś  wybraną porcję, tyle ile możemy.

Chciałabym bardzo zachęcić do tych ćwiczeń, nie wiem jak. Chciałabym spektakularnie zrobić pstryk palcami i żeby wszyscy czytający od momentu przeczytania codziennie min dwa razy pooddychali, niekoniecznie od razu pół godziny, czy 15 minut, nawet tylko 5 na początek. Bardzo bym chciała, bo życzę wszystkim, żeby się tak dobrze czuli jak ja teraz.
Może powiem o sobie – po dwóch tygodniach od momentu rozpoczęcia tej praktyki czuję się tak, jakby w powietrzu rozpylony był gaz rozweselający. Od momentu obudzenia się do wieczora. Sytuacje stresujące szybciej płowieją w moich myślach. Chce mi się tańczyć, uśmiechać, śpiewać, podskakiwać. Chce mi się chcieć i o to chodzi 😀

BARDZO POLECAM: SPRÓBUJCIE W RAMACH SWOJEGO LECZENIA!

Trochę cudzych mądrości. Kompletnie przypadkiem wczoraj wpadła mi w ręce książka. Chociaż myślę, że nic nie dzieje się przypadkiem.  Alexander Lowen tlumaczy jak ważne jest żyć pełną piersią 🙂 :
„Człowiek oddzielony od ciała nie myśli już jego kategoriami. Ignoruje prostą zasadę, że życie wymaga oddychania i im pełniej się oddycha, tym pełniej się żyje. Od czasu do czasu może sobie uświadamiać, że coś mu utrudnia oddychanie, a niekiedy, zwłaszcza w stresie, może się przyłapać na tym, że sam wstrzymuje oddech, ale nie poświęca temu uwagi. W miarę starzenia się dokonuje jednak smutnego odkrycia: ta funkcja, jak i inne funkcje ciała, degraduje się, jeśli nie jest wykonywana prawidłowo. Gdy oddychanie staje się trudne, dałby wszystko za to, żeby móc oddychać pełną piersią. Wie teraz, że oddychanie jest kwestią życia i śmierci albo – by ująć to pozytywnie – życie jest kwestią oddychania.
Kolejna prosta prawda, która powinna być oczywista sama przez się, to fakt, że osobowość jednostki ludzkiej wyraża się przez ciało w równym stopniu co przez umysł. Człowieka nie można podzielić na umysł i ciało. Pomimo to wszystkie badania nad osobowością koncentrują się na umyśle lekceważąc ciało. A przecież tyle ono nam mówi o swoim właścicielu. Sylwetka, wyraz oczu, ton głosu, ruchy szczęki, położenie ramion, swoboda ruchów i spontaniczność gestykulacji informują nas nie tylko o tym, kim dana osoba jest, lecz także, czy cieszy się życiem, czy też jest przygnębiona lub czuje się niezręcznie. Możemy zamykać oczy na te przejawy jej osobowości, podobnie jak ona może sama zamykać swój umysł przed świadomością ciała, ale ci, którzy tak czynią, budują sobie obraz niemający związku z rzeczywistością. Prawda ciała może być bolesna, ale negowanie tego bólu zamyka drzwi do możliwych przyjemności.(…)
Odczuwanie zależy od oddychania i ruchu. Organizm doznaje czegokolwiek pod warunkiem, że ciało się porusza. Jeśli na przykład przez dłuższy czas nie ruszamy ręką, to drętwieje i nic w niej nie czujemy. Aby przywrócić fizyczne doznania, musimy przywrócić jakiś ruch. Słabe oddychanie ogranicza ruchomość ciała. Dlatego wstrzymywanie oddechu jest najskuteczniejszym środkiem odcinania się od doznań. Ta zasada działa również w przeciwnym kierunku. Podobnie jak silne emocje stymulują głębsze oddychanie, tak i głęboki oddech może wzbudzić silne emocje.
Śmierć oznacza wstrzymanie oddychania, zaprzestanie ruchu i utratę wszelkich doznań. Żyć pełnią życia to znaczy oddychać głęboko, poruszać się swobodnie i doznawać wszelkich odczuć. Nie można ignorować tej prawdy, jeśli cenimy sobie radość życia.

Jak oddychać głębiej.

Większość lekarzy i terapeutów lekceważy znaczenie prawidłowego oddychania dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Wiemy, że oddychanie jest niezbędne do życia, że tlen dostarcza organizmowi energii koniecznej do poruszania się, ale nie zdajemy sobie sprawy, że niewłaściwe oddychanie obniża żywotność organizmu. Powszechnych skarg na zmęczenie i wyczerpanie z reguły nie wiążemy ze słabym oddychaniem. A przecież przygnębienie i poczucie zmęczenia są bezpośrednim skutkiem kiepskiego oddychania. Przy niedoborze tlenu następuje spowolnienie procesów metabolicznych, podobnie jak ogień przygasa przy kiepskiej wentylacji. Ktoś, kto źle oddycha, nie tryska energią, lecz jest zobojętniały, zniechęcony i osłabiony. Brak mu wewnętrznego żaru i siły. Brak tlenu ma również bezpośredni wpływ na krwiobieg. Przy chronicznie słabym oddechu arterie tracą drożność i spada liczba czerwonych ciałek krwi.

W eksperymencie, którego wyniki opublikowano  w piśmie „Medical World News” z 5 września 1969 r. pewnej liczbie zniedołężniałych pacjentów szpitalnych dostarczono większej ilości tlenu, umieszczając ich w komorze nadciśnieniowej. Badacze zakładali, że skoro ograniczony dostęp tlenu do komórek mózgu wywołuje zaburzenia umysłowe, to zwiększony jego dostęp powinien usprawnić funkcjonowanie umysłu. Starcza niedołężność jest najczęściej skutkiem arteriosklerozy, która ogranicza dopływ krwi i tlenu do mózgu. Wyniki doświadczenia zaskoczyły lekarzy. U większości pacjentów odnotowano znaczącą i trwałą zmianę sposobu myślenia i osobowości. ‚Wszyscy leczeni stali się bardziej aktywni, lepiej spali, zaczęli interesować się lekturą gazet i czasopism, a co najważniejsze porzucili stały nawyk użalania się nad sobą’. W niektórych przypadkach efekty te utrzymały się po zakończeniu eksperymentu. Jak twierdzą sami autorzy, jest to tylko wstęp do badań. Mogą one zostać powtórzone i uściślone. Ich znaczenie jest jednak niewątpliwe.”
(Książkę po raz pierwszy wydano w 1970 roku)

Źródło: Alexander Lowen, „Przyjemność”, Wyd. Czarna Owca, Warszawa 2011

Dopisek po 7 miesiącach: Powyższy wpis został dokonany na początku stycznia 2014, obecnie jest koniec czerwca 2014, nie korzystam z podanej strony, bo jestem w stanie spowolnić mój oddech na tyle, że 4 razy na minutę jest dla mnie zbyt szybko. Oddycham 3 – 2 razy na minutę i ustawiam sobie tylko minutnik, żeby sygnalizował, że minęło pół godziny. Chociaż kiedy byłam w podróży i nie miałam minutnika, mój organizm sam ustawiał sobie czas i wybudzał się po ok. półgodzinie. Po tak długim treningu jest to możliwe. Po oddechach zawsze jest chwila medytacji z wizualizacją – zamykam cały proces w bardzo radosny i pozytywny sposób. Czuję się świetnie, mam doskonały nastrój, chęć do działań i zapomniałam co to doły, czego wszystkim życzę. Jest moc 😀 spokojna, płynąca z uczucia  wewnętrznej harmonii i stała.

Zmierzyłam ciśnienie w trakcie, skomplikowany manewr, ale się udało, bo mam elektroniczną zabawkę do tych celów, więc jest tak:
– w trakcie spowolnionego oddychania: 81/48, tętno 60
– w trakcie niezbyt ciężkiego sprzątania dwie godziny później: 112/75, tętno 70
(zawsze byłam niskociśnieniowcem, a ostatnio w czasie wizyty w gabinecie lekarskim miałam chyba coś ok. 120/70, tętno na ogół 72)

Dopisek po 18 miesiącach: oddycham 2 razy na minutę, raz dziennie. Korzystam z aplikacji na smartfona. Nie zawsze daje się złapać rytm od razu, ale po pewnej chwili bez problemu i w harmonii z ciałem. Wyobrażam sobie w trakcie, ze jestem pulsująca wielką bańką powietrza, która łagodnie napełnia się powietrzem i rośnie, a potem wiotczeje i maleje powolutku. Tak jest mi łatwiej, nie chwytam napięcia. Czuję się świetnie.

Jest letni spokojny wieczór. Ciśnienie mam 113/74, tętno 62

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

19. The Living Matrix – Żyjąca Matryca, napisy PL

Bardzo mi się ten film spodobał. Gdzieś tam w swoim długim marszu ku zdrowiu zastosowałam metodę pozytywnego myślenia. Teraz zmieniam ciągle życie, poprawiam, szukam, pracuję na swoim myśleniem, nad nawykami. Staram się. Obejrzyjcie i zrozumcie, jaką moc mają nasze dobre myśli i wiara we własne siły. Każdy z nas ma własną drogę wg swoich możliwości. Warto szukać, nie warto wierzyć w smutne wieści, którymi ktoś nas częstuje. Zawsze trzeba mieć nadzieję i szukać dróg wyjścia.

9 Komentarzy

Filed under Uncategorized

18. Rewolucyjne odkrycie naukowców – wpływ myślenia na komórki i geny

Być może tu właśnie jest meritum naszych sukcesów ze zdrowieniem. Jest wiele osób, których poczynania niekoniecznie współgrając z wyczynami naukowców z zakresu medycyny dały niezwykłe efekty.

Oto interesujący artykuł:

Zmiana naszych przekonań powoduje zmianę naszego życia.

Żyjemy w bardzo wywrotowych czasach, ponieważ nauka obala stare mity i pisze na nowo fundamentalne prawdy na temat naszego losu. Wiara w to, że jesteśmy genetycznie zaprogramowanymi istotami, ustępuje zrozumieniu, iż każdy z nas jest twórcą swojego życia. Naukowe odkrycia ostatnich lat w dużej mierze pokrywają się z najstarszą wiedzą na temat egzystencji człowieka na ziemi.

Przełomową pracę na ten temat opublikował Bruce Lipton profesor na Uniwersytecie w Wisconsin. Dzięki ostatnim postępom  Bruce’a Liptona w biologii komórkowej nauka obwieszcza ważny ewolucyjny punkt zwrotny. Przez prawie pięćdziesiąt lat utrzymywaliśmy się w iluzji, że nasze zdrowie i przeznaczenie były zaprogramowane w naszych genach – koncepcja ta odnosi się do determinizmu genetycznego. Podczas gdy biolodzy komórkowi udowadniają, że nasze geny są kontrolowane i kształtowane przez sygnały pochodzące z naszych myśli i emocji, a konkretnie ze sposobu w jaki postrzegamy nasze otoczenie.

Naukowcy bezsprzecznie udowodnili, że błony komórkowe naszego ciała odbierają bezpośrednie sygnały ze środowiska, następnie informacje te koordynowane są przez mózg. W mózgu odebrane sygnały zostają przefiltrowane przez proces naszego postrzegania, na który składają się nasze doświadczenia i przekonania, które są konsekwencją naszych nowych wyborów. Jakie znaczenie ta wiedza ma dla naszego losu?

Otóż kształtujemy swoje życie przez sposób, w jaki odczytujemy otoczenie i to tylko nasza decyzja, jakie założymy filtry. W zależności od tego, jakie założymy filtry, przejdziemy przez życie godnie, zdrowo i radośnie lub pogrążymy się w otchłani wiecznego strachu, złości i niezaspokojenia, licząc, że kolejny samochód, kolejny partner, kolejna praca będzie lepsza- nie będzie, jeśli nie zmienimy – naszych przekonań.

Z pomocą przychodzi nam świadomy umysł, ta część mózgu zwana korą przedczołową, oferuje nam wspaniałomyślnie wolną wolę. Jest to niezwykle ważna cecha pozwalająca nam rozważać historię naszego życia i świadomie zaplanować przyszłość. Wyposażony w zdolność autorefleksji samoświadomy umysł jest niezwykle potężny. Może obserwować każde nasze zaprogramowane zachowanie, ocenić je i podjąć decyzję o zmianie niekorzystnego dla nas nawyku.

Jeśli kobieta ma przekonanie, że wszyscy mężczyźni to dranie, jej system biologiczny będzie szukał potwierdzenia tej myśli w rzeczywistości (będzie spotykała mężczyzn, którzy pasują do jej wzorca myślowego). W następstwie swoich wyborów zacznie odczuwać ból – w ten sposób „komórki ciała” informują, że dla jej dobra należy zmienić przekonanie. Jeśli pozostanie ona głucha na pojawiające się symptomy lub sięgnie po „Prozac” ,w celu uciszenia sygnałów (bólu), komórki znajdą gorszy sposób na dostarczenie informacji -zazwyczaj jest on początkiem choroby.

Niestety, konwencjonalna medycyna przy pomocy lekarstw tuszuje symptomy stresu pochodzące z naszego ciała, odbierając nam tym samym możliwość rozpoznania informacji, którą ciało wysyła. Naukowcy mają dane, że ludzie, którzy wygrali walkę z rakiem to ludzie, którzy zmienili swoje nawykowe myślenie. Jednak świat w międzyczasie wydał wiele bilionów dolarów na badania i leki opierając się na wierze w genetykę, trudno teraz otwarcie przyznać się do błędu. Wszyscy w dziwny sposób zapomnieli, że determinacja genów nigdy nie była udowodniona, zawsze pozostawała hipotezą.

Powyższe informacje, publikowane przez biologów, pokrywają się z wiedzą, którą dostarcza nam fizyka kwantowa udowadniając, że świat jest zbudowany z wirów energii, które bezustannie obracają się i drgają. Każdy z nas emanuje swoim indywidualnym niewidocznym zapisem energetycznym.

Elektromagnetyczne pole serca i mózgu wysyła sygnały na podobieństwo fal radiowych, które oprócz właściwości nadających mają również cechy magnetyczne. Na tej podstawie to, w co głęboko wierzymy, zawsze znajdzie odzwierciedlenie w naszej rzeczywistości.

Ciekawostką jest również fakt, że badania potwierdzają prawdy religijne. Otóż, według obserwacji naukowców, najbardziej twórcze i zdrowe pole elektromagnetyczne wysyłają myśli związane z miłością, troską i czułością.

Profesor Bruce Lipton na jednym ze swoich seminariów powiedział: „po15 latach badań doszedłem do wniosku, że nie jesteśmy ofiarami naszych genów, ale panami naszego przeznaczenia,

zdolnymi tworzyć życie przepełnione zdrowiem, szczęściem i miłością”.

Dla psychologii badania te mają ogromną wagę. Pracując z klientami psycholodzy od dawna widzieli korelację, pomiędzy naszym postrzeganiem rzeczywistości a życiem, ale nigdy wcześniej nauka nie wyjaśniała tego w tak niepodważalny sposób. Informacje te będą musiały stoczyć walkę z wielkimi medycznymi korporacjami oraz ugruntowaną przez tyle lat wiedzą.

Jednak my nie musimy czekać, już od dziś możemy zacząć kwestionować nasze wyimaginowane ograniczenia, po to, aby stać się twórcą wielkiego dzieła jakim jest nasze życie.”

Źródło: http://zwierciadlo.pl/2011/psychologia/zrozumiec-siebie/rewolucyjne-odkrycie-naukowcow-wplyw-myslenia-na-komorki-i-geny

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

17. Rozmyślania

Tak sobie myślę, że choroba daje bardzo wiele. Przede wszystkim służy do tego, żeby nauczyć się siebie kochać. Można wyciągnąć z niej jakieś wnioski, ale tylko pod warunkiem, że się jest spostrzegawczym i bierze się odpowiedzialność za siebie. Ja przez wiele lat nie byłam.

Kiedy byłam dzieckiem kochałam mamę i tatę, bezgranicznie, całym sercem, duszą i ciałem, ze wszystkimi niewygodami jakich doznają z miłością rodzicielską dzieci. Byłam oddana. Kochałam mężczyzn, a kiedy ich kochałam, zapominałam o sobie, zlewałam się z nimi w jedno, dawałam całą siebie zafascynowana, upojona i zatopiona bez reszty. Trochę jak Zelig Woody Allena. Stawałam się partnerką idealną aż mi to uszami wychodziło. Potem doszła wielka fascynacja i miłość do dzieci. Nie, żeby minęła, ale jakby przestała mnie zalewać bezustannie do zaślepienia. Dzieci w wieku dorastania i dorosłe to słaby materiał na dyndanie u pępowiny. Ciach mach i kochamy się na odległość dając sobie wiele przestrzeni. Potem kolejne zanurzenie – wymarzone studia – piękna nagroda za mozoły życia.Ogromny wkład pracy i energii.

Miłości do siebie nauczyły mnie choroby, różne niedostatki i życiowe upadki, nie rodzice. Ciekawa jestem, czy inni też tak mają. Miłość do siebie nieodłącznie związana jest z pewnym egocentryzmem, ale to dojrzałość.

Mam poczucie, że od ponad roku zlałam się w jedno z ideą zdrowienia. Wizualizacja, medytacja,  wola, umysł, intelekt były istotnym narzędziem. Rodzina – cudownym wsparciem. Potężnym motorem – potrzeba działania i istotny imperatyw kategoryczny płynący nie wiadomo skąd, trudny do kreślenia, uczucie? Szło ze środka, nie z głowy. Może to jest po prostu miłość do życia? Pragnienie ratowania siebie przede wszystkim? Docenienie życia i zdrowia? Przewartościowanie?

Tak to jest z leczeniem chorób.

Na koniec wspaniała historia śmiertelnie chorego człowieka, który usłyszawszy diagnozę postanowił umrzeć tam, gdzie się urodził – na jednej z greckich wysp. Wrócił w rodzinne strony pomiędzy winnice, starych znajomych, pod greckie słońce i po pół roku zamiast umrzeć, poczuł się lepiej. A z artykułu wynika, że żyje sobie w najlepsze ponurą wizje lekarzy włożywszy pomiędzy bajki. Rak płuc się cofnął. Wyspa Ikaria podobno jest podobnie jak Okinawa pełna zdrowych i szczęśliwych staruszków.

Art: http://www.polityka.pl/swiat/tygodnikforum/1538921,1,dlugie-zycie-wyspa-starcow.read

Miałam jeszcze zgrabne foto staruszka, ale strona z nim znikła, więc nie pokażę, ale wyobraźcie sobie lekko przygarbionego, opalonego siwiutkiego szczupłego uśmiechniętego szeroko pana ze zmrużonymi oczami, jakąś motyczką czy łopatką, wśród winnic pod błękitnym niebem.

Jadę do Grecji 😉

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized