25. Ćwiczenia mięśni stóp

Tego właśnie nie mogłam robić, a teraz mogę, bez bólu i negatywnych skutków pt rozbuchany rozrost guza.

Reszta tych wspaniałych ćwiczeń, tj zdjęcia plus opis są tu: http://treningbiegacza.pl

Co się u mnie dzieje?

Skończyłam z jedzeniem wyciągu z kurkumy i z pieprzu. Po prostu preparat się skończył i zabrakło mi samozaparcia żeby to kontynuować. Wyniki kuracji mnie nie powaliły, więc się nie wysilałam. W czerwcu zrobiłam kolejną głodówkę, 9 dniową. Trzymam wege niskotłuszczową i z wykluczeniem produktów wysokoprzetworzonych dietę. Medytuję ze zwolnionym oddechem, wizualizuję swoje zdrowienie i inne ważne dla mnie rzeczy. Córka przyjechała – pomacała i powiedziała WOW, ale zmalały! Rok się nad nimi nie zastanawiała, więc miło było usłyszeć taki komentarz.

Nowość.: sąsiadka M. leczyła swoje młode dorosłe dziecię z anemii. Odstawiła jej leki. Przez pół roku poiła młodą sokiem z buraka (plus czymś tam jeszcze, sok z cytryny, marchewki itp). Wyleczyła anemię, ale stało się jeszcze coś – zniknął trzy-centymetrowy włókniakowaty guz na klatce piersiowej, na którego czaili się chirurdzy z onkologii sutka z pobliskiego szpitala. Jak pokazało usg nie zniknął całkiem, tylko do połowy i przemieścił się, więc go nie wyczuwają na tzw „maca”. Na dodatek zmienił strukturę, nie jest już włókniakiem. Hmm. Oczywiście piję teraz soki codziennie. Zaczęłam powoli, od jednego buraczka, bo mi rewolucję robiły w kiszkach. Już nie robią. Przyzwyczaiłam kiszki.

Ćwiczyć też ćwiczę, chociaż wszystkich ćwiczeń z tego artykułu nie robię jeszcze, oszczędzam kopytka. Natomiast chodzę, tańcuję sobie od czasu do czasu i wszystko gra. Ćwiczę różne różniste – na brzuch, ramiona, plecy, nogi… Mam zamiar zapisać się na basen, a kolega namówił mnie na zumbę. Żyję normalnie.

M. po przeczytaniu tego bloga powiedziała mi, że już jestem zdrowa niezależnie od tego, co jeszcze mam na podeszwach. Wiem.

Dzisiaj rozmowa w kolejce do ortopedy. Jak zwykle czekając wsączam swoje trzy grosze o konieczności ćwiczeń fizycznych, diety i takie tam, bo obok mnie siedzą tłustawe starowinki, niektóre z listą chorób dłuższą niż ilość haseł w małej encyklopedii. Jedna sympatyczna pani mówi kiwając głową – „wiem, też miałam włókniaka, piłam sok z buraka, chodziłam w kamizelce z chrzanu i piłam...” coś co dostała od księdza, ale nie wiem co, jakaś nalewka na korze dębu, nie wie co pomogło, ale włókniaki poznikały. A może zmalały i ich nie wyczuwa, faktem jest że problem znikł. Alleluja, jestem w domu! Pani jeszcze podała mi numer telefonu, bo koniecznie chce namiary na lekarza leczącego dietą. Wzruszona jestem. Chociaż jedna osoba nawrócona na dobre. Mam nadzieję 😉

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s