9. Głodówka

(Summary in English below)

Skoro dieta mi nie pomogła, stwierdziłam, że to może być dobre przygotowanie do głodówki i 6 czerwca podjęłam 14 dniową. 3. i 4. dzień głodówki były straszne. Nie będę opisywać szczegółów. O głodówkach leczniczych proszę sobie poczytać w odpowiednich źródłach. W trakcie miałam ciepłą opiekę rodziny, wszyscy się o mnie troszczyli, ciągle dzwonili i pytali się, jak i czy żyję. Nie było nikogo w domu oprócz mnie i miałam ciszę i brak zapachów w kuchni. Nikt nie dzwonił sztućcami.

Super warunki.

Oczywiście codziennie tak, jak przez ostatnie pół roku, pracowałam z wizualizacją mojego zdrowienia. Deadline na zdolność biegania było ustawione na 15 lipca 2013. Wymyśliłam ten termin jeszcze w zimie, kiedy zaczęłam stosować dokładniej metody pani Wegener.

Wieczorem 4. dnia miałam dosyć i zaczęłam się wręcz rozpaczliwie modlić o poprawę, bo miałam już wszystkiego dosyć. Dobry moment wybrałam. Obudziłam się 5. dnia w dobrym samopoczuciu i stwierdziłam, że moje guzki z kamyczków zamieniły się w miękkie gumowate narośle, które nie bolały przy naciśnięciu i ładnie poddawały się naciskowi. To był sukces, którego jednak jeszcze wtedy nie doceniłam, bo prawą nogę miałam po dosyć poważnym skręceniu w stabilizatorze i nie mogłam nawet stanąć na palcach, żeby sprawdzić, na ile guzy są wrażliwe. W czasie głodówki bardzo ćwiczyłam i niestety dorobiłam się zapalenia stawów barkowych, prawy trochę gorzej niż lewy. Uniemożliwiło mi to przez dłuższy czas ćwiczenia. Czyste wariactwo. Nie lubię takich sytuacji, bo moja pogłodówkowa wiotkość jest irytująca, ćwiczenia by mnie wzmocniły, a tu klops: prawa stopa w stabilizatorze, a ramiona nie mogą podnieść się do góry, totalne kalectwo.
Głodówkę zakończyłam 12 czerwca, czyli po 6 dniach, nie po 14. Jak się okazało użyłam w pewnym momencie złej wody, była zbyt mineralizowana i dlatego mój żołądek oszalał, zaczął się tak zachowywać, że musiałam przerwać głodówkę. Teraz jestem mądrzejsza i już mi się to nie przytrafi. Od 12 czerwca powolutku zbliżałam się do normalnego mojego wegańskiego zdrowego jedzonka.
Potem przez jakiś czas raz w tygodniu robiłam jednodniową głodówkę. Chyba mój organizm tego potrzebował, przyzwyczaił się i kiedy jej nie robiłam, czułam się, jak nadmiernie nadmuchany balon. We wszystkich religiach zalecają posty i już wiem, dlaczego. Wielowiekowa mądrość za tym stoi.

13 lipca raniutko biegłam na paluszkach naokoło osiedla radując się moimi „zdrowymi“ stopami. Potem chodziłam na paluszkach po domu, wykonywałam różne sympatyczne i wymagające ćwiczenia na usprawnienie stawu skokowego, które znalazłam w necie i symulowałam skoki na skakance. Wszystko to były rzeczy, których nie mogłam robić przez ostatni rok i wszystko grało! Guzy nie rosły, nie bolały, nie puchły, chociaż były, ale nie takie napięte i bolesne. w zasadzie były sobie tak, jakby ich nie było, zupełnie nieinwazyjnie, czasami tylko po większym zmęczeniu i wysiłku czułam przez dłuższą chwilę lekki dyskomfort. Szok i wielka radość!
Sukces już był: najważniejsze, że mogłam  poruszać się bez problemu, 19-go lipca nawet wystąpiłam na obcasach 😀 Rzecz absolutnie nie do pomyślenia przez ostatnie 14 miesięcy! Niestety po tych obcasach zaczęło nieco boleć. W każdym razie wiedziałam już, że znalazłam sposób i wiedziałam, że będę musiała jeszcze trochę pożyć z moimi glutowanymi guzami i głodówkami. To wszystko było nieważne. Grunt, że odzyskałam sprawność i wiedziałam, że sobie już poradzę.

Światełko w tunelu!

Ucieszona możliwościami przestałam korzystać z komunikacji miejskiej na krótszych dystansach. Wszędzie chodziłam na piechotę i porobiły mi się bolesne odciski, moje stópki zdecydowanie odzwyczaiły się do chodzenia. Księżniczka na ziarnku grochu – to ja 😉

Teraz przydały się kupione rok temu żelowe wkładki. Byłam bardzo szczęśliwa. Po roku niewiadomej, po roku okropnych smutnych myśli i braku perspektyw nagle zajaśniało mi w duszy. Nadzieję i chęć pomagania sobie miałam cały czas, tylko bardzo źle zniosłam brak perspektyw rozsnuty mi przez lekarzy. Dlatego to wszystko tu opisałam, żeby inni wiedzieli, że można. I to właściwie koniec mojego pisania. Mogę jeszcze od czasu do czasu napisać o moich kolejnych głodówkach i pokazać na kolejnych zdjęciach jak znikają guzy.

9. Fast

Since the diet didn’t help me, I realized that it might be a good preparation for a fast and on June 6th I started one that lasted 14 days.
The 3rd and 4th day of fasting were terrible. I wouldn’t like to describe the details. Please read on the therapeutic fasting in the relevant sources.
During this period, I received tender care of the family, they were concerned about me always calling and asking how I am and whether I’m alive. There was nobody in the house but me and I appreciated the silence as well as the lack of odors in the kitchen. Nobody jangled with cutlery. Excellent conditions.
Of course, every day like for the last half of the year, I worked with the visualization of my recovery. I set the deadline for the ability to run on 15th July 2013. I came up with this date in winter, when I began to adhere to Mrs. Wegener’s methods.

On the 5th day I woke up feeling well and found that the texture of my nodules turned from pebbles to soft rubbery growths that didn’t hurt when pressed and nicely surrendered to pressure. It was a success which I had’t appreciated at that time as I had my right leg in in the stabilizer after quite a serious twist and I couldn’t even tiptoe to see how sensitive nodules are.

July 13th early in the morning I ran on tiptoe around the estate rejoicing over my „healthy” feet. Then I walked on tiptoe around my apartment, practicing  many different nice and challenging exercises I found on the Internet and simulating jumping rope to improve the ankle joint. All of these were things that I couldn’t do for the last year and everything worked! Nodules neither grew, hurt, nor swelled. Although they were still present, they weren’t tight and painful any more. Basically, they existed but as if they weren’t there. Only sometimes after greater fatigue I felt slightly uncomfortable for a while. Shock and great joy!

It was already a success. The main thing was that I could move around easily. On July 19th I appeared even in high heels:-D Something absolutely unthinkable in the past 14 months! Unfortunately, after I had worn the heels, it began to hurt a bit. Anyway, I knew I had found a way, and I knew I would have to stand a little more with my rubbery nodules and fasting. It didn’t matter. Most importantly, I regained my fitness and I knew I could handle my ailments. A light in the tunnel!

Glad about the possibilities that appeared to me, I ceased to use public transport for short distances. I went on foot everywhere and painful lumps reappeared, as my feet weren’t used to walking any more. The Princess and the Pea – it’s me;) At that moment the gel soles I bought a year ago came in handy.

I was very happy. After a year of the unknown, after a year of terrible sad thoughts and the lack of prospects, suddenly my spirits lifted. Throughout the previous period, I was full of hope and desire to help myself, but it was hard to bear bleak prospects offered by the doctors.
That’s why I described it all here so that others know that it is possible to do something.
And that’s the end of my writing. I might still occasionally report on my subsequent fasting and show on consecutive photos how nodules vanish.

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s