1. Malutki guzek na podeszwie

(Summary in English below)

Cała ta historia zaczęła się ponad 10 lat temu, albo dokładnie 10. Tego po prostu nie pamiętam. W każdym razie po 2000 roku zdarzyło się, że ktoś robił mi akupresurę i po masażu powiedział, że mam coś dziwnego na lewej podeszwie, pokazał palcem – tu. Obejrzałam dokładnie środek mojej podeszwy, tam gdzie sklepienie stopy ładnie wznosi się ku górze i wymacałam malutki guziczek, tyci tyci, może dwu milimetrowy. W niczym nie przeszkadzał, po prostu sobie był i wyglądał na jakąś wystającą twardą żyłkę. Stwierdziłam, że widocznie taka moja uroda i przestałam się tym zajmować. Przeszłam wiele kilometrów „po schodkach“ włócząc się po Wysokich Tatrach i nic. Z czasem okazało się, że jednak nieco przeszkadzał. Kiedy kupiłam sobie sandały Sholla z mocno wyprofilowaną wkładką, wybrzuszenie było zbyt duże i po kilku latach musiałam przestać je nosić.

W 2011 zwiedziłam na piechotę Londyn i londyńskie muzea robiąc po 20 km dziennie i jedyne co mi przeszkadzało to pięknie wyprofilowana ortopedycznie idealna wkładka do butów, którą sobie specjalnie kupiłam na ten wyjazd, co by moje stopy pracowały w odpowiedni sposób w trakcie długich przemarszów. Nie miałam zbyt wielu par butków, nie zmieściły się do podręcznego bagażu, więc chciałam ulżyć w ten sposób moim stopom urozmaicając im obciążenia. Niestety, ten wariant odpadł. Wkładki wylądowały w koszu, a ja coraz częściej oglądałam moje stopy, na wszelki wypadek.

Podobnie jak w sandałach na poprzednim obrazku, wybrzuszenie pod sklepieniem stopy było zbyt wysokie

W 2009 przeszłam na dietę wegańską, zastosowałam serię krótkich głodówek, rehabilitacji i ćwiczeń pozbywając się kilogramów i poważnych problemów z kolanami. Ulżyło kręgosłupowi. Minęły bezpowrotnie konfuzje przewodu pokarmowego (nietolerancja papryki i różnych innych smacznych rzeczy przyprawionych nawet odrobiną). Minęły zawroty głowy i migreny. Zadowolona jak dziecko wskoczyłam na rower, potem zaczęłam odrobinę biegać.Cieszyłam się, że jestem sprawna, aktywna, młodzieńcza i zdrowa.

Wszystko to – rower, bieganie, taniec, noszenie cięższych rzeczy i inne życiowe aktywności los odciął mi, jak tasakiem, w maju 2012. Wracałam sobie z nocą, prowadząc rower, bo poszła dętka. Obok szła moja córka i zadowolone przewędrowałyśmy ładnych parę kilometrów. Była to naprawdę piękna noc i jak się okazało ostatnia.
Następnego dnia – 9 maja – nie mogłam stanąć na lewej nodze. Na środku sklepienia stopy wyrosło mi coś jak kamyczek, co bolało i utrudniało chodzenie. Przy każdym kroku ból. Prawa noga była w porządku, chociaż malutki guziczek już się wylągł, jak grzybek. Wzięłam laskę po tacie i kuśtykając próbowałam funkcjonować jednocześnie szukając jakiegoś sensownego diagnosty. Byłam przekonana, że problem jest natury ortopedycznej. Stukałam laską w drodze do ortopedów.

Tiny lump on the sole

The whole story began over 10 years ago. About 2000 I had a massage – acupressure and massageur said that I had something strange on the left sole. It was very small lump, about 2 milimeters big. It didn’t disturb me. There was no pain. I walked through many kilometers like on „the steps”, roaming the Tatras Mountains without any problem. The only issue was, when I bought sandals from Sholl with strongly contoured pad. A bulge was too large and after a few years I had to stop wearing them. In 2011 I walked through London and the London’s museums doing 12 miles a day. The only thing that bothered me was a beautifully contoured orthopedic footbed, which I specially bought for this trip. Like the sandals on the previous picture , the bulge under the vault of the foot was too high.

In 2009, I switched to vegan and wholesome diet, applied a series of short fasting and rehabilitation exercises. I lost some pounds and got rid of serious problems with my knees. My spine was relieved. Gastrointestinal confusions were gone forever. Dizziness and headaches ended. I was happy like a child, started cycling and runnig. I was happy, active, youthful and healthy.

All of this – cycling, running, dancing and all my vital activities fate took from me in May 2012. After a long walk in 9th of may – I couldn’t stand on my left leg. In the middle of the foot arch something like a pebble appeared. It hurt and made walking difficult. I felt pain with each step. My right leg was fine, although a tiny nubbin already hatched like a small mushroom. I took my dady’s cane and tried to find some sensible diagnosis. I was convinced that the problem was orthopedic. I tapped my cane on the way to orthopedic surgeons.

Reklamy

3 Komentarze

Filed under Uncategorized

3 responses to “1. Malutki guzek na podeszwie

  1. Ala

    Zobacz.. 10 lat organizm dawał już znaki , że coś z nim nie tak, jak my mało o sobie wiemy ..

    • z tego co doczytałam, ta choroba przez długi czas funkcjonuje w formie utajonej, więc nie ma problemu, nikt nie będzie się gimnastykował z szukaniem diagnozy i leczeniem, jeśli nic nie przeszkadza

      w tym przypadku uznałam, że skoro nie przeszkadza, to można sobie odpuścić i uznać, że taka moja uroda

  2. gardening books

    Hi, I read your blogs regularly. Your humoristic style
    is witty, keep up the good work!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s